top of page

Samoobrona Wileńska

          11 listopada 1918 roku nadeszła z Warszawy radosna wiadomość – Józef Piłsudski, popularny na Kresach „Ziuk”, powrócił do kraju i został mianowany Naczelnikiem Państwa. Na ten dzień czekali Polacy we wszystkich trzech zaborach, a przede wszystkim na Litwie, gdzie sytuacja stawała się coraz trudniejsza. „Teraz interesuje mnie tylko jedna sprawa, utworzenie Armii Polskiej, reszta się nie liczy” – mówił J. Piłsudski. I wkrótce powstało Wojsko Polskie – około 25 000 byłych legionistów, peowiaków i ochotników z innych formacji. Mimo braku broni i nędznego wyposażenia oddziały te gotowe były w każdej chwili podjąć walkę.

            Tego samego dnia – 11 listopada – w Wilnie na polecenie Taryby powołany został całkowicie podporządkowany Niemcom rząd Augustinasa Voldemarasa, który w swej pierwszej odezwie nawoływał do „czyszczenia Litwy z obcego polskiego elementu”. Na nic się zdały próby porozumienia i apel Józefa Piłsudskiego „do siostrzanej Litwy”, by pomna tradycji Rzeczpospolitej Obojga Narodów przystąpiła razem z Polską do walki ze wspólnym wrogiem – sowiecką Rosją.

            Tymczasem w listopadzie rozpoczął się wielki marsz na Zachód oddziałów Armii Czerwonej, które zajmując tereny opuszczane przez wojska niemieckie Uber-Ostu, wkroczyły na Litwę i Białoruś, zajmując też część Łotwy i Estonii. Nieuchronnie zbliżały się do obszarów zamieszkanych przez ludność polską, na których działała Samoobrona Wileńska, Lidzka, Szczuczyńska, Ejszycka, Ziemi Mińskiej i Ziemi Grodzieńskiej. Oddziały Samoobrony, dowodzone przez generała Władysława Wejtkę, miały charakter formacji milicyjnych i były przygotowane do przejęcia władzy i utrzymania porządku. Niestety, na przeszkodzie zajęciu terenów dawnego Księstwa Litewskiego przez Polaków stanęły wojska niemieckie, które opuszczane przez siebie ziemie przekazywały Armii Czerwonej. Tak zaczęło się nieoczekiwane współdziałanie dwóch państw, które jeszcze niedawno były w stanie wojny. Współpraca ta skierowana była przede wszystkim przeciwko Polsce i na płaszczyźnie politycznej utrzymywała się do końca 1920 roku. Ponadto Niemcy przystąpili do likwidacji Samoobrony, odbierając broń żołnierzom generała Wejtki. Kilka tygodni wcześniej Polacy rozbrajali wycofujące się na zachód oddziały niemieckie, teraz role się odwróciły. Oddział Samoobrony, do którego należał Henryk Roycewicz, po opuszczeniu Wilna znalazł się w Białymstoku i tam został rozbrojony przez Niemców, a następnie skierowany do Ostrowi w powiecie łomżyńskim. 29 grudnia 1918 roku formacje Samoobrony zostały rozwiązane, a wszyscy służący w ich szeregach ochotnicy otrzymali rozkaz wstępowania do Wojska Polskiego. Henryk Roycewicz uczynił to wcześniej, bo już 5 grudnia 1918 roku zgłosił się do wojska i został skierowany do Żandarmerii Polowej, mającej oddziały konne. Po latach w jednym z wywiadów dla Przeglądu Sportowego powie: „Cóż miałem wybierać, idąc do wojska? Oczywiście kawalerię, wstąpiłem więc do ułanów. Najpierw w roku 1918 rozbrajaliśmy w Wilnie Niemców, potem broniliśmy miasta przed bolszewikami”.

            5 stycznia 1919 roku rano ruszyła sowiecka ofensywa z trzech kierunków: najsilniejsze uderzenie wyszło od strony Nowej Wilejki, od wschodu wzdłuż drogi Oszmiana–Wilno do szturmu przystąpiły dwie dywizje. Przewaga przeciwników była tak znaczna, że jeszcze tego samego dnia wieczorem generał Wejtko ze swymi oddziałami musiał opuścić miasto. Tak rozpoczyna się polsko-bolszewicka „dziwna wojna”, która nigdy nie została wypowiedziana. Niektórzy historycy za jej początek uważają przypadkową potyczkę ułanów I Pułku Wileńskiego ze strzelcami I Pułku Pskowskiego, do której doszło koło stacji kolejowej Nowa Wilejka (10 km od Wilna), ale rzeczywiste starcie dwóch armii nastąpiło dopiero w połowie kwietnia. „Jak przedstawić chaos wyłaniania się nowych granic? – pisał po latach Czesław Miłosz. – Tam, gdzie dłużej niż stulecie władzę sprawowało Cesarstwo Rosyjskie teraz powstawały nowe państwa – na północy Finlandia, na południu Łotwa, Litwa, Polska. Stan ni wojny, ni pokoju, dwudniowych walk i dwudniowych pokojów, szachownica skrawków, zajmowanych «manu militari» przez tego, kto miał siłę”.

            Dywizje polskie i bolszewickie całymi tygodniami przemieszczały się na ziemiach Litwy i Białorusi, nie mając ze sobą kontaktu. Dopiero w połowie kwietnia ukształtowały się linie frontów. Na północy armia sowiecka zajęła pozycje obronne na linii Poniewież–Lida i Słonim–Kanał Ogińskiego, a od południa ulokowała się Zachodnia Dywizja Strzelców. Między tymi dwiema dywizjami sowieckimi utworzyła się pięćdziesięciokilometrowa luka, w którą weszły zgrupowania Wojska Polskiego.

          19 kwietnia rozpoczęła się operacja, której celem było wyrzucenie wojsk sowieckich z Wileńszczyzny. Grupa generała Adama Mokrzeckiego, w której służył Henryk Roycewicz, ruszyła na Baranowicze i Nowogródek, zdobywając po ciężkich walkach oba miasta. To właśnie tu za dzielną postawę został odznaczony „Medalem za wojnę 1918–1921”. Służył w oddziale żandarmerii polowej, która często posyłana była na pierwszą linię frontu. Piechota osłaniała atak kawalerzystów ppłk. Władysława Beliny-Prażmowskiego (840 szabel i 9 cekaemów), którzy w brawurowym ataku szli na Wilno. Za nimi podążały oddziały generała Edwarda Rydza-Śmigłego. 19 kwietnia 1919 roku polscy ułani zjawili się niespodziewanie na ulicach Wilna i po trzech dniach walk cale miasto było w ich rękach. Była to najpiękniejsza Wielkanoc w historii Wilna.

            W tym czasie, kiedy w Wilnie rozgrywały się historyczne wydarzenia, Roycewicz skierowany został do oddziałów walczących na tyłach frontu z licznymi bandami białoruskich chłopów. Łupiły one dwory i majątki należące do Polaków, niejednokrotnie atakowały też miasteczka, rabując wszystko, co się dało. Nie była to służba, która odpowiadałaby młodemu wychowankowi POW. Jemu marzyła się kawaleria pod dowództwem legendarnego pułkownika Beliny-Prażmowskiego.

Marszałek Józef Piłsudski na Placu Zamkowym w Warszawie, 15 listopada 1920
bottom of page