top of page

W Kownie - mieście Mickiewicza

          Kiedy skończyły się żniwa i zbliżał się początek roku szkolnego, z majątków i zaścianków młodzież wyjeżdżała do miast. W owym czasie szlachta litewska miała do wyboru dwie możliwości – sprowadzić nauczyciela na całą zimę do swojego domu albo wysłać dziecko po naukę w daleki świat.

            W 1910 roku Henryk Roycewicz po ukończeniu szkoły ludowej w Poniewieżu znalazł się w Kownie i rozpoczął drugi etap edukacji w gimnazjum handlowym. Był to etap ważny, bo – jak sam potem mówił – w Kownie kształtowały się jego poglądy, nawiązywały się pierwsze młodzieńcze przyjaźnie i zapadały najważniejsze życiowe decyzje. Po prowincjonalnym Poniewieżu stolica guberni wydawała się prawdziwą metropolią.

Kowno w XIX wieku

Średniowieczne miasto, pięknie położone na wzgórzach nad Niemnem u ujścia Wilii, z pewnością zrobiło na chłopcu duże wrażenie, choć, jak pisał Stanisław Syrokomla, „ulic tu z górą dwadzieścia. Na czworobocznym rynku ratusz, cerkiew grecko-rosyjska, dom gubernatora i pomnik wzniesiony przez Cara stanowią miasta ozdobę. Jest tu sporo pięknych sklepów i parę hoteli”.

            Najistotniejsze było jednak to, że jak podają źródła, w tym czasie znaczny procent mieszkańców stanowili Polacy. Ich obecność była widoczna na każdym kroku, a pamięć o Adamie Mickiewiczu pozostawała żywa. To właśnie tu w latach 1819–1823 był nauczycielem w szkole powiatowej. Do dziś w pobliżu dworca kolejowego w położonym w dolinie parku znajduje się kamień, na którym wyryte są w języku litewskim wersety z Grażyny:

„Widziałem piękną dolinę przy Kownie,

Kędy rusałek dłoń wiosną i latem

Ściele murawę, kraśnym dzierzga kwiatem:

Jest to dolina najpiękniejsza w świecie”.

 

W tym parku spotykał się przy świetle księżyca z „kowieńską Wenerą”, piękną Karoliną Kowalską. To miejsce schadzek zakochanych. Po śmierci Mickiewicza w 1855 roku powstał nawet projekt wybudowania tu jego symbolicznego grobu; dzisiaj nosi nazwę Doliny Mickiewicza.

            W dawnym Kownie tajne służby policyjne nie były tak rozbudowane jak w odległym o 95 kilometrów Wilnie, dlatego wszelkiego rodzaju tajne organizacje zarówno polskie, jak i litewskie na teren swojego działania chętnie obierały właśnie stolicę Żmudzi. Po powstaniu listopadowym działali tu wileńscy filomaci, w okresie powstania styczniowego – „czerwoni”, mający olbrzymie poparcie chłopstwa. W pokoleniu Roycewicza pamięć o jednych i drugich wciąż pozostawała żywa.

 

            Pierwszy okres pobytu w kowieńskim gimnazjum nie należał do łatwych. Właśnie skończyły się lata pewnej tolerancji, po rewolucji 1905 roku władze carskie złagodziły nieco regulaminy i przepisy szkolne, zaprzestano stosowania kar cielesnych, nauczyciele byli jakby mniej surowi. Ale trwało to niedługo, może dwa–trzy lata. Wkrótce powrócono do dawnych metod, choć w nieco zmodyfikowanej, łagodniejszej formie, ale nawiązujących do okresu rządów gubernatora Murawiewa zwanego „Wieszatielem”. Żeby zrozumieć sytuację ludności polskiej na Litwie na początku XX wieku, trzeba wrócić do tamtych czasów.

            Po powstaniu styczniowym 1863 roku rozpoczęły się zakrojone na olbrzymią skalę prześladowania ludności polskiej. Z rozkazu Michała Murawiewa 70 000 polskich rodzin musiało opuścić teren Litwy; deportacje za udział w powstaniu lub pomoc powstańcom połączone były z paleniem i niszczeniem dworów i zaścianków. Skonfiskowano prawie połowę polskich majątków i oddano je w ręce rosyjskich oficerów i zasłużonych dla caratu urzędników. Kontrybucja przekroczyła 14 milionów rubli, co na ówczesne warunki było olbrzymią sumą. Sankcje ekonomiczne oraz ukazy carskie zabraniające Polakom nabywania ziemi na terenie Litwy sprawiły, że kolejne 800 majątków przeszło w ręce rosyjskie. Towarzyszył temu zakrojony na olbrzymią skalę proces rusyfikacji – Polacy zostali usunięci ze wszystkich urzędów, zamknięto redakcje polskich pism i gazet, biblioteki i muzea, do szkól wprowadzono język rosyjski, szyldy i tabliczki z nazwami ulic pisano po rosyjsku. Rozmowy w języku polskim zabronione były nie tylko w murach szkoły, ale także na ulicy. Jeśli ktoś tego nie przestrzegał, groził mu „wilczy bilet” i usunięcie ze szkoły. Gubernator osobiście nadzorował proces rusyfikacji, pisząc regulaminy i programy nauczania; ingerował nawet w to, jakie mundurki mają nosić uczniowie. Były to stroje oparte na wzorach rosyjskich – czarne kurtki ze skórzanym pasem, okrągłe czapki podobne do tych, jakie nosiło wojsko carskie. Rogatywki były zabronione. Z głębi Rosji sprowadzono około 14 000 nauczycieli, którzy mieli czuwać nad tym, aby wszystkie ukazy gubernatora zostały wprowadzone w życie. Kary cielesne i wszelkiego rodzaju represje wobec uczniów były na porządku dziennym. Za pracę na terenach będących pod zaborem sprowadzeni z Rosji nauczyciele otrzymywali 50 procent dodatku do pensji.

Poziom lekcji był bardzo niski, dlatego rozwijało się tajne nauczanie. Tabliczki informujące o tym, że język polski jest zabroniony, pojawiły się nie tylko w urzędach, ale także w restauracjach, cukierniach i parkach miejskich. Dokumenty kościelne spisywane były w języku rosyjskim, kościoły przekształcano w cerkwie. Po spacyfikowaniu guberni wileńskiej, grodzieńskiej, kowieńskiej i mohylewskiej władze carskie dążyły do tego, aby raz na zawsze położyć kres dominacji polskiej na tych ziemiach. „Litwa to Rosja” – zwykł mawiać Murawiew i jego koncepcja polityczna odżyła po 1905 roku.

Tablica ku czci Mickiewicza na rynku w Kownie
bottom of page